Już w piątek odbędzie się ceremonia otwarcia XIV Zimowych Igrzysk Paralimpijskich. Na kilka pytań odpowiedziała nam jedna z naszych reprezentantek – Natalia Siuba-Jarosz.
Natalia Siuba-Jarosz to parasnowboardzistka rywalizująca w konkurencjach banked slalom oraz snowboard cross. Do jej najważniejszych osiągnięć należy brązowy medal Mistrzostw Świata w banked slalomie wywalczony w 2023 roku w Hiszpanii.
Start w Cortinie będzie dla Ciebie debiutem na Zimowych Igrzyskach Paralimpijskich. Czujesz w związku z tym jakieś szczególne emocje? Towarzyszy Ci większy stres niż przed innymi zawodami?
Na pewno – Igrzyska to zawody jak żadne inne. Towarzyszą im większe emocje – mieszanka adrenaliny, ekscytacji i oczywiście stresu. Cieszy zainteresowanie mediów, bo parasnowboard to jednak sport dość niszowy, a przy tej okazji więcej ludzi ma szansę się o nim dowiedzieć.
Niewielu sportowców ma możliwość reprezentowania swojego kraju na tak wielkiej imprezie. Co czujesz już po oficjalnym powołaniu?
Po powołaniu? Uderza wdzięczność i ciężar odpowiedzialności w jednym. Z jednej strony: „Hej! Zrobiłam to”. Z drugiej – rośnie poczucie, że reprezentuję nie tylko siebie, ale kraj, ludzi, którzy mi pomogli i całą drogę, którą przeszłam.
Jak wyglądały Twoje przygotowania do Igrzysk Paralimpijskich? Czy znacząco różniły się one od codziennych treningów?
Przede wszystkim – spędziłam więcej czasu na śniegu niż w poprzednich latach. Udało się przed sezonem pojechać na obóz przygotowawczy do Argentyny na przełomie sierpnia i września. Przygotowania były bardziej „chirurgiczne” niż kiedykolwiek. Dużo dopracowywania detali: starty, taktyka na trasie, reakcja na stres, regeneracja, sen, żywienie – mniej przypadkowości, więcej planu. Codzienny trening to baza, a pod igrzyska dokłada się precyzję i powtarzalność.
Na co dzień łączysz sport z pracą lekarza. Nie jest to chyba łatwe zadanie. Czy w jakiś sposób utrudniało to Twoje przygotowania do imprezy czterolecia?
Zdecydowanie to utrudniało – i nie będę udawać, że jest inaczej. Pracuję pełnoetatowo, często ponadetatowo, w pracy wymagającej zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Realnie bywa tak, że idę z pracy do pracy, a dopiero potem na trening. To nie jest układ, który sprzyja regeneracji ani „świeżej głowie” na kolejne jednostki. I tak, to mnie ustawia w gorszej pozycji względem dziewczyn, które mogą poświęcić cały dzień na trening, odpoczynek, odnowę i sen. One mają na to przestrzeń – ja muszę tę przestrzeń wyrywać z grafiku. Ale mam też z tego jedną twardą rzecz: umiem robić robotę mimo zmęczenia, mam żelazną organizację i odporność psychiczną. Tylko żeby było jasne – to nie jest romantyczna opowieść o „dawaniu rady”. To jest po prostu trudniejsze i kosztowniejsze.
Czy o którymś ze swoich dotychczasowych momentów w karierze sportowej możesz powiedzieć, że był tym przełomowym? Czy któreś z osiągnięć uważasz za najważniejsze?
Przełomem było to, że przestałam „próbować”, a zaczęłam „robić”. Moment, w którym trening przestał być dodatkiem do życia, tylko stał się projektem z celem. A jeśli mam wskazać konkretny przełomowy wynik, to trzecie miejsce w banked slalomie na Mistrzostwach Świata – bo to nie był „dobry dzień”, tylko twardy dowód, że mogę walczyć z najlepszymi na świecie i dowozić wynik na dużej scenie. I oczywiście awans na Paralimpiadę – bo to jest bilet do świata, o którym większość nawet nie marzy.
Za sukcesami sportowymi zazwyczaj kryje się sporo tych gorszych chwil. Należysz do osób, które porażki motywują czy jednak częściej podcinają skrzydła?
Myślę, że zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy – porażki mnie bardziej mobilizują niż podcinają skrzydła. Od początku często miałam poczucie, że muszę „nadrabiać” – i to mi zostało. Jak coś nie wyjdzie, to nie zamykam się w tym, tylko od razu wchodzi tryb: analiza, poprawa, robota. Oczywiście bywa wk*** i rozczarowanie, ale finalnie to mnie pcha do przodu, a nie zatrzymuje.
Co jest dla Ciebie „motorem napędowym” w tych trudniejszych momentach?
Motor napędowy? Sens. Jak mam jasno po co to robię, to mogę znieść bardzo dużo. Do tego cel – konkretny punkt na horyzoncie, który porządkuje dzień i decyzje. No i charakter – mam w sobie taką upartość, że jak jest trudno, to nie uciekam.
Na Twoim Instagramie można znaleźć wpis sugerujący, że te igrzyska mogą być Twoim „Last dance”. Czy to oznacza, że podjęłaś już ostateczną decyzję co do sportowej przyszłości, czy jednak pozostaje to otwartą kwestią?
”Last dance” to dla mnie bardziej uczciwy znak zapytania niż ogłoszenie zakończenia kariery. Ten tryb życia ma swoją cenę – zmęczenie, logistyka, ciągłe „w biegu” – więc mówię wprost: nie wiem jeszcze, co będzie dalej. Decyzję podejmę dopiero po igrzyskach, na spokojnie, bez presji i bez deklaracji pod publiczkę. I jest jeszcze jeden bardzo ludzki powód: chciałabym w końcu odzyskać czas na zaniedbywane życie rodzinne. Bo sport na tym poziomie potrafi wyciągnąć wszystko – a ja nie chcę, żeby poza trasą zostawały same „resztki”.
Kibice wciąż żyją zakończonymi kilka dni temu Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi. Wasze starty śledzi mniej osób, mimo że gwarantują podobne emocje. Jak zachęciłabyś kibiców do trzymania kciuków również za Paralimpijczyków?
Paralimpijczycy dają dokładnie te same emocje: ryzyko, prędkość, walka do końca – tylko z dodatkową warstwą historii. Jeśli lubicie sport, to tu jest sport w czystej postaci. A jeśli lubicie historie o determinacji, to jest ich tu jeszcze więcej. Wystarczy raz obejrzeć przejazdy i już nie da się tego „odzobaczyć”. I jest jeszcze jedna rzecz, o której mało się mówi, a jest mega wciągająca: ciekawość technologiczna. Protezy, dostosowywanie sprzętu do konkretnej osoby, indywidualne ustawienia, proces „szycia” rozwiązania pod zawodnika – to często jest poziom inżynierii i personalizacji, którego nie widać na pierwszy rzut oka, a robi ogromną różnicę.
Co spowoduje, że z Włoch wrócisz w pełni usatysfakcjonowana? Czy może sama możliwość startu Ci na to pozwala?
Tak – sama możliwość startu to dla mnie ogromne wyróżnienie. Zwłaszcza na tle mojej codzienności, gdzie łączę sport z bardzo wymagającą pracą i nie mam komfortu, który ma wielu pełnoetatowych zawodników. A wrócę w pełni usatysfakcjonowana, jeśli po wszystkim będę mogła powiedzieć jedno: z tymi możliwościami, które miałam, zrobiłam absolutnie wszystko, co mogłam. Bez wymówek, bez żalu, że czegoś nie dowiozłam – po prostu czysta, uczciwa robota na 100%. A jaki to przyniesie wynik? Zobaczymy 🙂
Dziękujemy naszej reprezentantce za poświęcony czas i już teraz trzymamy kciuki za udane starty we Włoszech!
Zostaw komentarz