fot. Wojciech Standerski
Wielkie emocje w półfinale Ligi Narodów, gdzie Polacy zmierzyli się ze Słowakami o awans do strefy medalowej.
Biało-Czerwoni wkroczyli do strefy medalowej w znakomitych nastrojach, ponieważ w ćwierćfinale odprawili reprezentację Ukrainy z wynikiem 3:1. Teraz poprzeczka powędrowała jednak znacznie wyżej i na drodze Polaków stanęła nieobliczalna Słowenia, która w swoim meczu ćwierćfinałowym nie dała żadnych szans Turcji, triumfując bez straty seta 3:0.
Początek meczu zapowiadał zaciętą walkę, a po ataku Roka Mozicia na tablicy wyników pojawił się remis. Od tego momentu na parkiecie rządzili jednak wyłącznie Polacy.
Prawdziwy koncert w polu serwisowym dał Wilfredo Leon, a jego potężna zagrywka, lecąca z prędkością aż 128 km/h, była dla Słoweńców barierą nie do przejścia. Leon posłał asa za asem, a po jednym z uderzeń piłka przetoczyła się po taśmie i kompletnie zaskoczyła rywali i chwilę później Szymon Jakubiszak skutecznie wykończył kontratak.
Słoweńcy popełniali proste błędy, a ich lider, Tine Urnaut, regularnie atakował w aut. Przerwy na żądanie trenera Fabio Soli niewiele pomagały rywalom– Polacy konsekwentnie budowali przewagę (20:15, 22:16).
W końcówce partii na siatce niepodzielnie królował Bartłomiej Bołądź, bezlitośnie zatrzymując pojedynczym blokiem Mozicia. Po autowym serwisie Gregora Najdicia reprezentacja Polski przypieczętowała spektakularny triumf w pierwszym secie wynikiem 25:16.
Drugą partię Biało-Czerwoni rozpoczęli dokładnie tak, jak zakończyli poprzednią – od bezwzględnego terroru na siatce. Już w pierwszej akcji Wilfredo Leon popisał się potężnym czapą, blokując atak Tine Urnauta. Chwilę później polski potrójny blok ponownie okazał się „ścianą płaczu” dla słoweńskich skrzydłowych. Szybkie prowadzenie 2:0 zmusiło szkoleniowca Słowenii do natychmiastowego ratowania sytuacji czasem.
Młody słoweński atakujący, Nik Mujanović, który w poprzednich meczach turnieju zachwycał ekspertów, w starciu z polskimi wieżami wyglądał na zupełnie zagubionego.
Polacy świetnie czytali grę rywali i raz po raz podbijali ich uderzenia. Choć po asie serwisowym Alena Pajenka na moment zrobiło się nerwowo (3:2), to ponowne wejście w tryb dominacji w bloku szybko przywróciło bezpieczny dystans.
Marcin Komenda zamurował prawe skrzydło, zatrzymując kolejną próbę rywali. Kolejne kapitalne ataki dokładał świetnie dysponowany Bołądź, bez problemu radząc sobie z podwójnym blokiem Słoweńców. Polska kontrolowała ten set od początku do końca, wygrywając go w pełni zasłużenie 25:19 i stawiając milowy krok w stronę wielkiego finału!
Trzecia partia półfinału była pokazem absolutnej dominacji Biało-Czerwonych. Rozbici Słoweńcy po dwóch przegranych setach stracili wiarę, a maszyna Nikoli Grbicia błyskawicznie narzuciła mordercze tempo.
Na siatce nie do zatrzymania był Bartłomiej Bołądź, a pojedyncze odpowiedzi Jana Kozamernika nie były w stanie zatrzymać polskich mistrzów.
Atomowe serwisy Wilfredo Leona doszczętnie rozbiły przyjęcie rywali.
Rozpaczliwe zmiany w ekipie Słowenii przyniosły jedynie serię prostych błędów, które bezlitośnie wykorzystywał Szymon Jakubiszak.
W końcówce dzieła zniszczenia dopełniła świetna asekuracja Tomasza Fornala oraz sprytne rozegranie Marcina Komendy.
Ostatecznie Polska wygrała 3:0 i zameldowała się w wielkim finale, w którym o złoto zagra ze zwycięzcą starcia Japonia – USA.
Słowenia – Polska 0:3 (16:25, 19:25, 17:25)
Słowenia: Urnaut, Kozamernik, Planinsic, Mozic, Pajenk, Mujanović, Okroglić (libero) oraz Najdić, Braćko, Sen, Krzic, Marovt;
Polska: Komenda, Bołądź, Jakubiszak, Lemański, Leon, Fornal, Popiwczak (libero) oraz Granieczny, Semeniuk, Szalpuk.