Siatkówka: Polki pokonują Belgijki po tie-breaku na otwarcie Ligi Narodów!

Karuzela siatkarskiej Ligi Narodów pań ruszyła na dobre. W pierwszym z ponad 100 planowanych spotkań Polki mierzyły się z Belgijkami. Było to starcie obrończyń brązowego medalu z 14. ekipą poprzedniego sezonu. Nasze panie po emocjonującym pojedynku zwyciężyły 3:2.
Pewny set na otwarcie!
Biało-Czerwone przystąpiły do tegorocznej Ligi Narodów w roli obrończyń brązowego medalu. W pierwszym spotkaniu mierzyły się z Belgijkami. Na parkiecie w wyjściowym składzie zobaczyliśmy: Katarzynę Wenerską, Julię Szczurowską, Martynę Łukasik, Monikę Lampkowską, Magdalenę Jurczyk, Annę Obiałę oraz Aleksandrę Szczygłowską.
Początek spotkania był imponujący w wykonaniu Polek, które szybko wyszły na prowadzenie 4:0. I choć nieco później przydarzył się drobny przestój (od stanu 6:2 Belgijki wyrównały na 6:6), to pierwsza partia ułożyła się po myśli podopiecznych Stefano Lavariniego. Od stanu 16:16 nasze panie konsekwentnie budowały przewagę i ostatecznie wygrały pewnie 25:20. W ataku imponowały zarówno Szczurowska, jak i Lampkowska.
Wojna nerwów i remis w meczu
W drugiej odsłonie Polki również już na początku zaczęły przejmować inicjatywę (7:4). Jednak rywalki nie zamierzały odpuszczać i po kilku udanych akcjach zbliżyły się na zaledwie jeden punkt (9:8). O czas poprosił Lavarini. Po powrocie na parkiet asa serwisowego posłała Demeyer doprowadzając do remisu. W odpowiedzi cios wyprowadziła Szczurowska (10:9). Obie ekipy grały punkt za punkt aż do stanu 11:11 kiedy to lepszą grę prezentowały Belgijki i to one odskoczyły na dwa oczka (11:13).
Dzięki dobrym akcjom na bloku (Obiała), w obronie (Szczygłowska) oraz w ataku (Łukasik i Szczurowska) Polki wyrównały na 15:15. Tym razem o przerwę poprosił trener rywalek. Ponownie na dwa punkty uciekły rywalki (18:16) i znów Biało-Czerwone dogoniły wynik (18:18), by chwilę później znaleźć się na upragnionym prowadzeniu (19:18). Do samego końca drugiej odsłony oglądaliśmy wyrównaną walkę z obu stron, jednak błędy popełnione przez Biało-Czerwone sprawiły, że tym razem uległy 22:25 i w całym spotkaniu był remis 1:1.
Wielka pogoń i powrót na prowadzenie
Początek trzeciej partii to znów gra punkt za punkt (3:3, 6:6). Jako pierwsze dwupunktową przewagę zbudowały Polki (10:8). Kolejny punkt w ataku dołożyła Jurczyk, która do tej pory niezbyt zapisała się w dorobku naszej drużyny. Niestety, chwilę później po niewykorzystanych atakach oraz problemach z przyjęciem nasze panie musiały odrabiać straty (12:14). Na pozycji przyjmującej za Łukasik pojawiła się Julita Piasecka, która od razu po wejściu została zatrzymana. O czas poprosił Lavarini.
Po powrocie na parkiet do gry wprowadzone zostały ponownie Grabka i Sieradzka, zaś na zagrywce pomyliły się Belgijki.
Gdy wydawało się, że Biało-Czerwone odrobią straty (14:15), wynik znów odjechał (14:17). Obie drużyny zafundowały swoim kibicom prawdziwy rollercoaster, bowiem ponownie nasze panie zbliżyły się na jeden punkt (16:17). Tym razem o czas poprosił trener przeciwniczek. Po nim asa serwisowego, dającego remis posłała Obiała. Martin odpowiedziała tym samym i wyprowadziła swoją drużynę na 19:18. Przy trzypunktowym prowadzeniu Belgijek na boisku za Jurczyk pojawiła się jeszcze Natalia Kecher. Polki jeszcze raz odrobiły straty (22:22). W samej końcówce w aut piłkę posłała Herbots, co dało Biało-Czerwonym piłkę setową. Po raz drugi pomyliła się liderka rywalek, co sprawiło, że nasze panie zwyciężyły 25:23 i ponownie wyszły na prowadzenie w meczu (2:1).
Niepokojący przestój
Czwarta odsłona rozpoczęła się od punktowej serii Belgijek (4:1). Polki jednak nie pozwalały im zbudować większej przewagi, a w ataku zapisała się Piasecka, która pozostała na parkiecie po zmianie w trzecim secie. Po chwilowej lepszej grze nasze reprezentantki znów zanotowały przestój i traciły już pięć oczek (12:17). Do samego końca tej odsłony nie udało się już poprawić gry. Tym samym Biało-Czerwone przegrały wysoko 18:25, a o losach pojedynku musiał zdecydować tie-break.
Odrodzenie i zwycięstwo w tie-breaku!
W kluczowej partii Lavarini zdecydował się na niezwykle odważny ruch. Do gry wprowadził Maję Koput, która do tej pory obserwowała boiskowe wydarzenia z kwadratu dla rezerwowych. Ta partia rozpoczęła się od prowadzenia Polek 2:0. Rywalki błyskawicznie doprowadziły do remisu (2:2). Co gorsza, po autowym ataku Łukasik wyszły na prowadzenie. Nasze panie nie zamierzały jednak się poddawać. Świetnie na zagrywce radziła sobie Szczurowska, która posłała dwa asy serwisowe z rzędu, co w połączeniu z dobrymi atakami Obiały i Łukasik dało Biało-Czerwonym prowadzenie 7:4. Swoje dołożyły także Wenerska na siatce oraz Piasecka w ataku (9:5). Pojawił się także skuteczny blok. Wszystkie elementy poskładały się w całość w najważniejszych momentach. Polki zwyciężyły w tie-breaku 15:13, a w całym spotkaniu 3:2 i zanotowały pierwszą wygraną w tegorocznych rozgrywkach.